Dziś tak o wszystkim będzie po trochu.

Ja generalnie jestem dość mocno opóźniony w kontestowaniu popkultury. Nie ściągam filmów przez net (bo jestem komputerowo niekumaty i po prostu nie umiem) więc nie jestem z nimi na bieżąco.

Ostatnio obejrzałem o mojej siostry “Wzgórze nadziei”. Rąbnął mnie w czoło ten film po prostu. Przede wszystkim historią – opartą na dość popularnym motywie. Powrót do domu. Już się Odys włóczył po świecie, a teraz Jude Law, wcielający się w rolę małomównego Inmana. Chłopaka z połudowniowych stanów, walczącego w wojnie secesyjnej i dezerterującego z oddziałów konfederackich. Tematem filmu jest więc jego droga do ukochanej kobiety, pełna przerażających scen,  ludzkiego okrucieństwa, rozpaczy ale i dobroci. Podczas wojny ludzie robią to czego normalnie nigdy by nie zrobili. Brakuje hamulców moralnych. Doświadcza i uczestniczy w tym Inman, ale i jego wybranka Ada grana przez Nicole Kidman. Daleko za linią frontu również dochodzi do masy przerażających bezeceństw. Bolesne.

 Ten film to popis gry aktorskiej. Law, Kidman i Zellweger grają kocertowo. Zwłaszcza ta trzecia. Dodatkowo główny zły (Ray Winstone) - pamiętacie angielski serial o Robin Hoodzie z Michaelem Praedem?  Grał tam wiecznie zapijaczonego Willa Scarleta. Rewelacyjny aktor.

No i role epizodyczne. Giovanni Ribisi (mój ulubiony aktor – jak zwykle genialny!), Cillian Murphy, czy Nathalie Portman. Każdy ma swoje pięć minut. I naogół świetnie je wykorzystuje.

No i jeszcze Jack White się pojawia z zespołu The White Stripes.  To ci dopiero!

Dawno żaden film tak mną nie wstrząsnął. Jest zarówno piękny jak i straszny. Pokazuje do czego potrafią posunąć się ludzie, gdy nie czują nad sobą karzącej ręki. Pokazuje też siłę miłości i przyjaźni.

Polecam. Warto!

Przeczytałem również antologię rodzimych webkomiksiarzy “Kolektyw”. Nie jest bombowo, ale i nie jest tragicznie. Czuć, że autorzy nie są jeszcze przyzwyczajeni do robienia dłuższych historii. Jest kilka perełek – Stachanowiec (http://stachanowiec.blogspot.com/), komiks Godaia i au, czy rysunki niejakiego Dodgersa. Jest kilka porażek…

Więcej wkrótce w Esensji (http://www.esensja.pl). Będzie taki mini blok webkomiksowy. Bo chyba mój (i Roberta) cykl PKI przekształci się w coś więcej. Zobaczymy. 

Tymczasem siedzę cały czas i pimpuję UL. Już kończę powoli. W poniedziałek biorę się za coś nowego. W sumie nowego-starego. Jeśli ktoś pamięta moją historię z MFK zrobioną wespół w zespół z Markiem Lachowiczem (http://www.blog.czlowiekparoovka.pl/) to nieśmiało powiem, ze to ten temat będę gryzł przez najbliższy czas…

 No i jeszcze te opowiadanka dla dzieci, które ilustruje Ania Miśkiewicz. Powoli się pomysły układają w głowie.

A potem (czyli za jakieś dwa miesiące pewnie – wliczając bezproduktywne przerwy poświęcone na odreagowanie) TATARZY! Bo jak się za to nie wezmę, to mnie Marek Turek zabije, wcześniej połamie kołem, poprzypala żelazkiem i takie tam.

No i Paronomazja – następne części. Powoli noszę się z zamiarem wrócenia do tego projektu po okresie zniechęcenia. Jak mnie już Taurus wywołał do tablicy na WSK to trzeba coś zrobić.

Ale! Pożyjemy, zobaczymy!

Tymczasem.